piątek, 4 kwietnia, 2025

To był maj  – złowrogi maj…

Robert Strybel

„To był maj” – śpiewała Maryla Rodowicz w euroentuzjastycznym spocie bez końca powtarzanym przez TVP dla uczczenia 20. rocznicy przyjęcia Polski do Unii Europejskiej. Tymczasem wyraźnie łamała się obrona Ukraińców przed agresorem, ponadto Putin rozpętał przeciwko zbiorowemu Zachodowi spotęgowaną, hybrydową mieszankę klasycznego sabotażu i szpiegostwa oraz cyberataków, dezinformacji i toksycznej propagandy.

Z wyjątkiem cyberprzestrzeni i straszaka jądrowego, wojny hybrydowe istniały od zawsze. Choć kiedyś tak ich nie nazywano, od zarania dziejów w konfliktach między narodami wykorzystywano najróżniejsze środki celem zastraszenia i zdezorientowania wroga oraz podkopania morale i rozsiewania defetyzmu w jego szeregach. Ostatnio zachodnie wywiady zaczęły ostrzegać przed coraz agresywniejszą, zmontowaną na Kremlu a skierowaną przeciwko Zachodowi kampanią sabotażu i dywersji.

Jej głównym celem ma być sabotowanie akcji zaopatrywania walczącej Ukrainy w pomoc wojskową i humanitarną, choć nie można wykluczyć niczego, co może potencjalnie osłabić i destabilizować „kolektywny Zachód”. Skąd owe wywiady o tym wiedzą? – zapyta ktoś. Bo NATO też ma swoich szpiegów, agentów wpływu i innych płatnych, jak i ochotniczych kolaborantów. Większość tej pomocy dociera do Ukrainy przez Polskę koleją, transportem drogowym i drogą lotniczą. Na lotnisku Rzeszów-Jesionka transporty lotnicze są przeładowywane do wagonów kolejowych i tak docierają do Ukrainy.

To lotnisko, z którego także regularnie korzysta udający się w świat prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, było w centrum zainteresowania Polaka Pawła K. Został on zatrzymany przez polskie służby, które go podejrzewają o udział w planowanym zamachu na życie ukraińskiego przywódcy. Według doniesień miał sam się zgłosić do agentów wywiadu rosyjskiego, którym zaproponował współpracę. 

Zarówno z powodu sąsiedniej lokalizacji, jak i niedwuznacznego wsparcia dla Kijowa Polska jest jednym z krajów znajdujących się na celowniku rosyjskich hakerów. Ostatnio włamali się do zasobów m.in. Polskiego Radia, Portu w Gdyni, województwa Lubelskiego oraz ePUAP.pl. Ten ostatni adres daje dostęp do wszystkich urzędów w kraju. Tylko Czesi są trapieni jeszcze częstszymi cyberatakami hakersów. Ponadto już od kilku lat Polska jest ofiarą rosyjsko-białoruskiego projektu uczynienia z afrykańskich i azjatyckich nielegalsów broni przeciwko wschodniej flance NATO i UE.

Rosyjscy hakerzy także włamali się do stron internetowych Socjaldemokratycznej Partii Niemiec kanclerza Olafa Scholza. Czyż spis jej członków nie jest potencjalną kopalnią złota dla poszukiwaczy ewentualnych agentów wpływu i szpiegów? Estońskie służby z kolei udaremniły próbę podłożenia bomby w aucie, którym podróżuje jeden z ministrów. Szwecja natomiast bada serię tajemniczych wykolejeń pociągów. Służby czeskie niedawno wykryły rosyjską próbę zakłócenia sygnalizacji kolejowej w ich kraju. Wykryto też próby zakłócenia sygnałów GPS dla europejskiego lotnictwa cywilnego. 

Długie macki Kremla sięgają daleko. Ostatnio miała miejsce w Tbilisi największa demonstracja we współczesnej historii Gruzji. Obywatele tego kraju protestowali przeciwko ustawie o „agentach zagranicznych”, której zapisy wzorowane są na prawie uchwalonym w Rosji. Są niepodważalne dowody, że Moskwa ingeruje w zagraniczne kampanie wyborcze, m.in. przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Ponadto czy nie znajdzie się rosyjski trop w gwałtownych rozruchach w Nowej Kaledonii, zamorskim terytorium indo-pacyficznego Francji?

Pośród tych i podobnych incydentów prawdziwy szok wywołał Tomasz Szmydt, sędzia warszawskiego Sądu Administracyjnego, który uciekł na Białoruś i poprosił o azyl polityczny. Na konferencji prasowej w białoruskim Mińsku oświadczył, że w Polsce był prześladowany, ponieważ bronił Białorusi i Rosji oraz potępiał „amerykańsko-brytyjski spisek”, w który rzekomo wciąga się Polskę. 

Szmydt został oskarżony o szpiegostwo, a śledczy badają, do jakich tajemnic państwowych miał dostęp. Miał on być związany z grupą byłego prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, który zdaniem obecnie rządzącej koalicji zdewastował polskie sądownictwo. Ziobro twierdzi, że nie zna Szmydta i nigdy się z nim nie spotkał. Machiny propagandowe Mińska i Moskwy podkreślają, że całe to wydarzenie to dowód, że NATO toczy zastępczą wojnę z ich krajami. Ponadto Szmydt miał być zamieszany w tzw. aferę hejterską, która podważała dobre imię sędziów przeciwnych pisowskim reformom sądownictwa.

Mnie więcej w tym samym czasie na Białołęce w Warszawie w środku nocy stanął w ogniu ogromny kompleks handlowy Marywilska 44. Pożar tak szybko się rozprzestrzeniał, że w krótkim czasie spłonął cały obiekt, w tym ponad 1400 sklepów i stoisk oraz całe tony wszelakiego towaru. Tysiące kupców, głównie Wietnamczyków, straciło dorobek całego życia. Nazajutrz pożar zajął gmach liceum w Grodzisku Mazowieckim, gdzie odbywały się matury. Choć w obu przypadkach władze nie wykluczyły żadnego scenariusza, tylko w mediach społecznościowych pojawiały się wzmianki o „moskiewskiej ręce”. Ale nawet odizolowane wydarzenia są Putinowi na rękę, jeśli szerzą zamęt i budzą niepokoje społeczne na „znienawidzonym” Zachodzie.

W naszym feralnym maju Polakami z kolei mocno wstrząsnął – zamach na premiera sąsiedniej Słowacji, Roberta Ficę, do którego z bliska oddał cztery strzały 71-latek nazywający się „lewicowym poetą”. Okazało się, że ma związki z prorosyjską grupą paramilitarną. Fico został helikopterem przewieziony do szpitala w Bańskiej Bystrzycy, gdzie przez ponad pięć godzin zespół chirurgów walczył o jego życie. Ze wszystkich stron spolaryzowanej słowackiej sceny politycznej za zamach ten obwiniano międzypartyjną agresję i nienawiść, które stworzyły podatny grunt dla politycznego terroru.

Polska jest jedynym krajem UE wyróżniającym się niechlubnym remisem 1:1 w dziedzinie współczesnych mordów politycznych. W 2010 roku do łódzkiego biura Prawa i Sprawiedliwości przybył fanatyczny pisożerca i oznajmił, że zamierza zastrzelić Kaczyńskiego. Z jego braku zastrzelił pracownika biura Marka Rosiaka. Z kolei w 2023 roku podczas finału akcji charytatywnej podbiegł do prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza i śmiertelnie pchnął go nożem. Do mikrofonu powiedział: – Siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie torturowała. Dlatego właśnie zginął Adamowicz!

Wobec tej smutnej rywalizacji jednego z najbardziej spolaryzowanych krajów Europy, czy widać coś w rodzaju światełka w tunelu? Przynajmniej w kluczowej obecnie dziedzinie bezpieczeństwa narodowego? W Krakowie podczas uroczystości upamiętniającej 80. rocznicę bitwy o Monte Cassino premier Donald Tusk wygłosił znamienne przemówienie. Niedawno postanowił uszczelnić zaporę na granicy z Białorusią przed szturmującymi ją nielegalsami.

Teraz ogłosił „Tarczę Wschód”, budowę systemu fortyfikacji wraz z odpowiednim kształtowaniem terenu, który za 10 mld zł (ponad $2,5 mld) ma zabezpieczyć polską granicę od strony Białorusi i Rosji. – To spowoduje, że granica będzie nie do przejścia dla potencjalnego wroga. Te 10 mld zł uruchomiliśmy już w tej chwili i prace już rozpoczęto. Lider PiS Jarosław Kaczyński wyśmiał premiera, przypominając, jak swego czasu otwarcie sprzeciwiał się budowie pisowskiej zapory antymigracyjnej. Ale wobec obecnej kremlowskiej ofensywy dywersji i sabotażu skuteczne bezpieczeństwo narodowe jest chyba ważniejsze od jego autorstwa. Pytanie tylko: czy polską klasę polityczną stać na to, by wznieść się ponad partyjniactwo i wreszcie pomyśleć o mądrze pojętym interesie narodowym?

Najnowsze